Zjawiskiem niezwykle interesującym i zabawnym jednocześnie jest fakt, że „Rzecz Pospolita Artystyczna” dumnie zwana „ Polską Sztuką Współczesną” pogrywa sobie nie tylko z widzem ale i z samym artystą, zmuszając tego pierwszego do zrozumienia konceptu czyli – używając języka „przeciętnego zjadacza sztuki” – sensu, znaczenia , innymi słowy… „o co tu chodzi”, kryjącego się za przedmiotem, obrazem, instalacją umieszczoną w „Domu Sztuki”. Zaś tego drugiego – znaczy artystę - do odnalezienia kontekstu dla swojego „ajdija” czyli „konceptu”. Owe poszukiwania są niezbędne, ponieważ Sztuka Współczesna, a przynajmniej jej większa część, bez kontekstu nie istnieje…
W tym właśnie miejscu, zdaję sobie sprawę, że jestem w Galerii BWA ze wzrokiem utkwionym w posadzce, na której znajdują się jakieś napisy. Patrzę przed siebie, na szklanych drzwiach i oknach także wymalowano znaki i litery przypominające lingwistyczne „wrzuty” lub „wlepy” (obecnie zwane „muralami”) Nie staram się ich odczytać. Kupuję katalog, do którego młoda dama z uśmiechem dodaje białą torbę z grubego płótna z logiem wystawy. Jako student Historii Sztuki nie płacę za bilet. Wchodzę.
…I widzę: Obrazy ruchome i zastygłe, niby pozbawione ram a jednak jak najbardziej w tych ramach tkwiące. Niezwykłe, wręcz eteryczne i efemeryczne projekcje wideo Nieswoje ciało Anny Wybierały zostały umieszczone w przestrzeni pogrążonej w mroku. Ciemność potęguje uczucie intymności i ciszy, a zastygnięte w ruchu kobiece sylwetki wyglądają niczym zjawy, zasysające w sobie światło. Muszę przyznać, że przepełniło mnie uczucie błogości a także niezwykłości, gdy tak patrzyłam na owe istoty jakby były z innego świata. Potem otwieram katalog i czytam, że artystka inspirowała się barokowym, rokokowym i wiktoriańskim malarstwem, więc próbuje odnaleźć owe analogie, choćby nawet dalekie, a nie mogąc, wzruszam ramionami i przechodzę dalej. Ciekawa jest propozycja Kordiana Lewandowskiego o nieznośnie długim tytule, który zaprezentował nam serię tzw. digital painting w oryginalnych ramach czyli na ekranie LCD przedstawiającą miedzy innymi popularne w kulturze internetowej webcam shots stylizowane na obrazy. Kto poszedł na wystawę z nadzieją zobaczyć malarstwo tradycyjne, mógł podziwiać propozycje Pawła Dunala. Jego obrazy to mistrzostwo techniki powiązane z frywolnością obranego przez siebie tematu, wizje dużego chłopca, zabawne a przy tym zachwycające malarskim detalem.
Heidegger , 8’27” Katarzyny Skupny to przykład manifestacji Feminizmu w świecie podobno wciąż patriarchalnym. O tym, że jej projekcja wideo ma wymowę feministyczną, widać już na pierwszych kadrach filmu, jednakże aby naprawdę zrozumieć, co artystka miała na myśli, należy zagłębić się w literaturę katalogu, tematykę gender i filozofię. Szczerze powiedziawszy temat „kobiety uwięzionej w okowach patriarchalnej kultury” jest stary i wyeksploatowany do granic artystycznej możliwości. A kadry przedstawiające malowanie i zdzieranie lakieru z paznokci – jako wyraz niemego i tragicznego sprzeciwu wydają mi się infantylne i męczące. Meczące wydaje się też pewna nachalna obecność języka angielskiego w pracach artystów, jak w przypadku Marcina Kuligowskiego. Jasne jest, że artysta inspirował się ogólnie pojętą współczesną ikonografią amerykańskiej pop-kultury, jednakże mnie osobiście ciekawi owa zasadność angielszczyzny w tytułach zarówno jego prac jak i Skupny.
Bardzo żałuję, że nie jestem zwykłym widzem, nie obarczonym toną wiedzy z zakresu sztuki, która niejako wymusza na mnie zupełnie inny ogląd wszystkich tych zjawisk, które składają się na to, co nazywamy Sztuką Współczesną. Historykowi Sztuki nie przystoi bowiem powiedzieć, że coś się nie podoba – no chyba, że podeprze się to solidnym kilku- lub kilkudziesięciostronicowym elaboratem, który z racji swej rzecz jasna „akademickości” byłby niestrawny dla każdego czytelnika z poza wąskiego koła ludzi i instytucji zajmujących się badaniem i pisaniem o sztuce. O tym, że sztukę robią artyści, a doświadczać jej mogą ludzie z „jako-tako” wyrobioną wrażliwością artystyczna i estetyczną, wiedzą wszyscy. Innymi słowy, nie każdy może być artystą jak również nie każdy jest stworzony do rozumienia/odczuwania dzieła sztuki. Jednakże, w ostatnich latach nie mogę oprzeć się wrażeniu, że artyści tworzą głównie dla samych siebie, dla krytyków i historyków sztuki, a ci z kolei piszą o tym ksiązki, które czytają zarówno ci pierwsi jak i drudzy, oraz studenci. Jest rzeczą niemodną a wręcz intelektualnym faux pas, przyznać się, ze Sztuki Współczesnej się nie lubi i nie ma się potrzeby jej rozumienia. Czuję się niejako rozdarta między patrzeniem na owe prace jako historyk sztuki i jako przeciętny widz. Miło jest więc pójść na wystawę i zobaczyć Malarstwo, nie ważne czy w drewnianych ramach czy też to, na ekranach LCD. Obrazy ruchome i zastygłe – obiecujące. Wychodzę z BWA mimo wszystko z nadzieją…
